wtorek, 7 kwietnia 2015

|014| Haunted.


~Laillen~
Stajemy przed rezydencją Tomlinsów. Wiedziałam, że są bogaci, ale to przechodzi moje najśmielsze oczekiwania. Dom jest ogromny. Wykonany z kamienia, ciemnego drewna, idealnie prezentuje się na niewielkim wzgórzu. Przed willą znajduje się duże oczko wodne, osadzone przy ścieżce do drzwi. Ponieważ jest ciemno, zostały włączone lampy, które dają światło, ale i efekt. W dużych, wejściowych drzwiach dostrzegam kobietę którą do tej pory widziałam jedynie raz. rozdział raz.  czeka na nas wyglądając na bardzo podekscytowaną. 
Ubrana w prostą, kremową sukienkę, uśmiecha się, obejmując ramionami. Nie jest za ciepło. Dlatego wzięłam ze sobą marynarkę. Louis i tak inaczej nie wypuściłby mnie z domu. Otwiera mi drzwi i pomaga wysiąść. Luke parkuje na podjeździe, a my kierujemy się do kobiety w spiętych, brązowych włosach. Czuję w brzuchu zdenerwowanie. Uważnie pilnuj stawianych przez siebie kroków ani trochę nie ufając swoim nogom i ruchom.
Nie chcę zaliczyć wpadki. Oddycham z ulgą, kiedy pokonujemy kostkę brukową i wchodzimy po dwóch schodkach. Przywołuję na twarz uprzejmy uśmiech.
- Dzień dobry pani Tomlinson. - mówię wyciągając przed siebie dłoń.
- Och, witaj Laillen! - ona bez skrupułów po prostu mnie przytula.
Odwzajemniam uścisk. Kobieta wpuszcza nas do środka gdzie witamy się z jej mężem. Pan Tomlinson jest równie bardzo przystojny. Wysoki, dobrze zbudowany brunet z delikatnym zarostem. On może mieć góra czterdzieści pięć lat. Nie więcej. Czyżby Louis też został adoptowany? Postanawiam teraz o tym nie myśleć. Przecież Louis powiedziałby mi gdyby tylko chciał. Pani domu zaprasza nas w głąb rezydencji, gdzie czeka już bogato nakryty stół. Salon to jedynie stół, krzesła i ogromna kanapa. Nie ma telewizora. Wydaję mi się, że jego miejsce musi byś gdzie indziej. Na ścianach wiszą czarno białe, ładne obrazy. Musiały kosztować wiele.
Louis odsuwa mi krzesło, a gdy siadam zajmuje miejsce obok mnie. Cieszę się że jest tak blisko to uspokaja mnie chociaż trochę. Patrząc na mamę mężczyzny cieszę się że strój jaki wybrałam okazuje się stosowny. Czerwona sukienka przed kolano z mocno wyciętym dekoltem jednak nie wulgarnym. Do tego czarne szpilki na platformie, choć nie tak wysokie jak te która ma starsza kobieta. Wyglądam chyba całkiem dobrze. Zresztą to samo powiedział mi mąż i teśc...ee to znaczy szef..to znaczy kochanek. Tak. Kobieta uśmiecha się do nas, a do salonu wchodzi dwóch mężczyzn. Jednego już poznałam. To jest ten Harry! A drugi jest trochę większych w barach. Brunet, ale niższy.
- To Liam i Harry - wyjaśnia Louis. - Harry'ego znasz. Powiedziałem ci, że to mój przyjaciel, ale trochę naciągnąłem prawdę. Owszem jest nim, ale to też mój brat. Liam także.
- Miło mi - wstaję, podając każdemu z nich dłoń. Obaj ją całują i również zajmują miejsca przy stole. Obiad oficjalnie się rozpoczyna. Niektórych dań nie widziałam w życiu na oczy i trochę dziwnie się z tym czuję. Boję się, że coś może mi nie smakować i zauważy to pani Tomlinson. W zasadzie ona także nie wygląda na matkę trójki dorosłych mężczyzn. Harry jest chyba tutaj najmłodszy. Dlaczego ma inne nazwisko? Staram się pojąć przypływ nowych informacji, ale nie jest to łatwe.
Louis łapie moją dłoń pod stołem i wznosi toast za rodziców.
Również biorę swój kieliszek i przykładam do ust. Obiad jest bardzo uroczysty, ale nie sztywny i przez cały czas czuję się dobrze.
- Synu, dlaczego Niall nie mógł przyjść? - pyta pan Conell.
Mama Lou ma za to na imię Daphne.
- Jest teraz bardzo zajęty - odpowiadam  za Louisa.
- Tak - powtarza mężczyzna. - Miał egzamin. Potem pewnie jak zwykle pójdzie wypić i wróci do domu - dodaje rozbawiony, wstając. - Przepraszam, muszę zadzwonić.
Wychodzi z salonu, wyciągając telefon. Wracam wzrokiem do gospodarzy. Harry uśmiecha się szeroko, dyskutując z Liamem i patrząc na mnie.
Przyznaje że to trochę niekomfortowe, ale staram się ignorować to uczucie.
- Ten dom jest na prawdę piękny. - mówię do kobiety.
- Sama go projektowałam - wyjaśnia z uśmiechem. - Liam, nalej nam wina - zwraca się do syna. - Bardzo się cieszę, że wreszcie możemy bardziej się poznać. Uszczęśliwiasz mojego Nialla.
- Louisa chyba bardziej - wtrąca Harry śmiejąc się.
- Co przepraszam masz na myśli? - zwracam się do mężczyzny. Wzrasta we mnie panika ale skutecznie ją maskuje.
- Mój brat, aż pałał do ciebie nienawiścią, moja droga - trzepocze rzęsami i bierze łyk wina. - Był taki posępny, ponury. Nic go nie bawiło. Teraz uśmiecha się, chociaż nikt nie powiedział nic zabawnego. - wzrusza ramionami.
Jego mama nie słucha, jest  zajęta cichą rozmową z panem Tomlinsonem. Liam się nie odzywa. Nerwowo szukam wzrokiem Louisa. Stoi na tarasie, co widzę przez szklane drzwi. Rozmawia, opierając się plecami o barierkę, a gdy mnie zauważa, posyła uśmiech.
Puszcza mi oczko i uśmiecha się. Louis mu coś mówił?
- Przepraszam na moment - wstaje odkładając sztućce. - Gdzie znajdę łazienkę?
- Tam - pokazuje na prawe drzwi.
Kiwam głową i ruszam we wskazanym kierunku. Boże jak bardzo kompromitujące to było.. Harry jest bezpośredni i wiem, że lubi dokuczać. Teraz już wiem. Wchodzę do środka. Boże. Jestem czerwona. Przykładam dłonie do policzków. Mógł mi tego oszczędzić. Nie zrobiłam mu nic złego. Gdy opuszczam łazienkę, wyglądam trochę lepiej. Jeszcze raz biorę głęboki oddech i zmierzam do salonu. Bracia rozmawiają na środku pokoju. A raczej próbują cicho dyskutować. Wymijam ich najciszej jak to możliwe i sięgam po swój kieliszek. Jestem bardzo zmieszana. Już druga osoba coś podejrzewa. A jeśli nie podejrzewa, to po prostu wie. Louis podchodzi do mnie, kiedy każdy znika w kuchni, łazience albo na górze.
- Przepraszam cię za niego. Lubi się droczyć. Tak, on o wszystkim wie, ale zaręczam ci, jest jedyną osobą i jedyną osobą pozostanie. Jego komentarze zawsze umie wybronić ripostą. Z Niallem nie utrzymuje kontaktu. Nie przejmuj się - obejmuje mnie w talii i całuje w skroń. - Gdy wrócimy do domu, mam niespodziankę. Poza tym cudownie wyglądasz i nie podoba mi się, że moi bracia widzą cię taką - warczy.
- A mi nie podoba się że mu powiedziałeś i ukryłeś to przede mną - odsuwam się od niego. - Wiesz jak się czułam, jak nadal się czuję? Upokorzył mnie.
- Nie odpowiadam za to co robi. Przykro mi. Jest mi wstyd za niego, ale nie obwniaj mnie. Harry jest jedyną osobą z którą mogę porozmawiać i która mnie nie oceni. Ty masz kochającego nialla, mnie, przyjaciół i co najważniejsze, rodzinę. - mówi cicho, ale jest zły. - Więc wybacz, że z jednej sprawy wyrzekłem się bratu. Bo to ja sobie nie radzę w sytuacji trójkąta, nie ty mając nas obydwu. Czy dalej chcesz mnie oceniać? - pyta i zamyka oczy. Gdy je otwiera juz nic nie mówi. Wychodzi na taras.
Świetnie. Właśnie tego mi brakowało. Siadam na krześle i chowam twarz w dłoniach. Nie chce go ranić ale nie chce zostawiać Nialla. Nie mogę. Kocham go. Może ten ślub był trochę za szybko. Przyznaję. Mogliśmy nieco poczekać, ale na pewno jest jakieś wyjście z tej sytuacji. Nie chcę się kłócić. Słyszę, że obok mnie krzesło zostaje odsunięte. Ktoś podaje mi kakao. Tak. Na takiej kolacji kakao.
 - Nie wiedziałem, że jesteś tak wrażliwa. Przepraszam. Nie powinienem. Nie chciałem cie urazić - to Harry.
- Wiem co o mnie myślisz - odwracam się do niego bokiem.
- Nie wiesz, nie czytasz w myślach. Nie mam nic do tego. Naprawdę. Mówiłem ci, że Louis zaczął się uśmiechać. Jeśli dzięki tobie, to jestem wdzięczny - kładzie mi rękę na ramieniu. - To trudny facet. A twoje małżeństwo to twoja sprawa. Cieszę się, jeśli i mój brat cie uszczęśliwia.
- Dziękuję za kakao. Nie miałam pojęcia, że ci powiedział. - mówię cicho.
- Ale prawda jest taka, że przegiąłem. Louis mówi mi przeważnie o wszystkim. Znamy się od dziecka. Adoptowali nas razem - tłumaczy.
- Rozumiem..
Czyli miałam rację. Są adoptowani. Liam chyba nie. Jest podobny do obydwojga rodziców.
- Tajemnice nie są dobre. To zawsze prowadzi do..
- Sama o tym wiesz - podnosi się. - Ochłonie i się pogodzicie. Wiesz, on jest zestresowany tymi wszystkimi sprawami. Ktoś was chce pogrążyć. Nie chodzi o romans. Mówię ogólnie. - wyjaśnia. - Ktoś się mści.
- Mści za co? - podnoszę na niego wzrok.
- Nie wiem -mówi cicho. - To jedynie moje domysły.
Mężczyzna znika na schodach, a ja biorę w dłonie kubek z ciepłym napojem. Piję słodkośc. Jakoś mi lepiej. Czuję się jak w domu.Przynajmniej przez tą chwilę. Uważam, że Louis nie miał racji, ale jeżeli to pomoże to go przeproszę. Byle było między nami lepiej. Wypijam kakao i odstawiam kubek. Mama Louisa wraca, przynosząc talerz pełen ciast. Stawia go na stole. Posyłam jej uśmiech jednak nie zamierzając się częstować. Wolę nie kusić losu. Nie chcę przytyć. Louis wraca i siada obok. Rozpiął kołnierzyk czarnej koszuli, ale nie zdjął marynarki. Przygląda mi się, kiedy słucham, jak jego ojciec gra na pianinie. To piękne dźwięki wypełniające całe pomieszczenie. Zamykam oczy i skupiam się tylko na nich.
Bardzo mi się podoba ta melodia. Uspokaja. Przestaje po kilkunastu minutach, lecz nie wiem po ilu.
- Chodź - Lou szepcze mi do ucha. - Wracamy kochanie.
Kiwam głową i wstaje. Pani Tomlinson daje mi dużo ciasta dlatego Nialla. Żegnam się z nią dobre dwadzieścia minut.
- I pamiętaj, że zawsze możesz ze mną szczerze porozmawiać. Chciałbym mieć córkę albo wnuczkę. Ty jesteś to i to - uśmiecha się, całując mój policzek.
- Dziękuję za gościnę i za wszystko. Następnym razem liczę na wizytę u nas. - przyciskam do brzucha mocno pojemnik ze słodkościami.
- Na pewno wpadniemy - głaska moje ramię. - Jedzcie ostrożnie.
Auto podjeżdża i Louis otwiera mi drzwi. Wsiadam, a on robi to samo chwilę po mnie.
Zasuwa szybę między kierowcą a nami i ląduję na jego kolanach. Obejmuje mnie ramieniem i całuje w szyję.
- Przepraszam. Powinienem ci powiedzieć. Masz rację, skarbie - mówi pokornie.
- To ja przepraszam. Zareagowałam zbyt przesadnie.
- Możemy o tym zapomnieć? Chcę, aby ten wieczór był udany moja dziewczynko - przesuwa ręką po mojej nodze. Po chwili dłoń znajduje się pod sukienką. Zahacza o bieliznę i wsuwa we mnie kulki. Miał je w ręce.
Spinam się zaskoczona tym. Nie nadążam za nim. Jego zmiany nastroju są ciężkie do zniesienia.
Raz jest zły, raz miły. Na balkonie musiał ochłonąć. Świeże powietrze robi dobrze każdemu. Czuję, że rzecz zostaje wysunięta. Louis, patrząc na mnie wsuwa kulki do moich ust.
- Ssij. Będzie przyjemniej. - wyjaśnia.
Czując jak moje policzki pokrywa czerwień zaczynam badać językiem metalową fakturę. Wolałabym mieć to już tam na dole...Po chwili się tak dzieje.
Zamykam oczy gdy je wkłada. Jednak gdy już tam są nie czuję ich co sprawia że napięcie we mnie opada. Wtedy kiedy mnie bił.. mój tyłek. To było nieziemskie. Na samo wspomnienie mam ochotę prosić go o klapsa. Pamiętam, że przy każdym uderzeniu ocierały się we mnie. Teraz gdy siedzę nic nie czuję. Gdybym chociaż chodziła. To co innego. Prostuję się na jego kolanach i staram skupić się na czymś innym. Może niech je wkłada i wyciąga.. Zawsze toby było coś.
- Byłem dzisiaj bardzo o ciebie zazdrosny - szepcze przesuwając palcem wzdłuż dekoltu. - To nieco za dużo - mówi pociągając za materiał tak, że odrywa stanik. Odgina miseczkę drażniąc pierś.
- Jest elegancka.. - mówię tłumacząc się.
- Jest - zgadza się ze mną. - A więc za dużo pokazywała moim braciom - kontynuuje i to samo robi z drugą piersią.
- Myślę że nie specjalnie się tym interesowali
- Właśnie o tym dyskutowaliśmy ale nie mogłem za bardzo okazywać zazdrości. Nie ładnie Laillen - syczy i bierze do ust lewą brodawkę którą przygryza.
Odchylam głowę do tyłu jecząc z przyjemności. Dopiero później uświadamiam sobie że szyba przecież nie jest dźwiękoszczelna. Mam nadzieję, że Luke..Domyślił się i zgłasza nieco radio.
- Szlak - mówię do siebie i Odpycham mężczyznę bojąc się że nie dam rady się powstrzymać.
- On nie wie. Ma słuchawki w uszach. Uspokoj się - Louis śmieje się z mojej miny.
- Cieszę się że cie to bawi - poprawiam ramiączka chowając swój biust.
- Tak. Bawi mnie to. Czy wyglądam na głupiego nastolatka? Nie chcę być przyłapany, więc nie myśl, że zostanę. Klękaj. Ręce na fotel, kolana przy moich nogach. Łydki oprzesz na miejscu pupy.
Jego ton głosu sprawia że od razu robię co karze. Przez moje ruchy kulki poruszają się więc na moich ustach formuje się uśmiech. Zaczynam być podniecona. Jest mi coraz bardziej gorąco. Opieram ręce, patrząc przez boczną, przyciemnioną szybę. Moja sukienka zostaje zadarta do góry.
Zagryzam wargę starając się spokojnie oddychać.
Mój humor się poprawia. Uderzy. Wiem, że uderzy. Zaciskam mocno palce i nie mogąc już wytrzymać odzywam się.
- No proszę, zrób to wreszcie.
- Co mam zrobić, Laillen? Musisz mi powiedzieć - mruczy pociągając za moją bieliznę.
- Uderz - jęczę.
- Mam cię uderzyć, ponieważ byłaś..
- Nie byłam niegrzeczna -mówię szybko i odwracam głowę urażona.
- Nie o tym mówię - wywraca oczami. - Zbyt pociągająca. -odpowiada za mnie i uderza.
Wzdycham przeciągle. Cudowne uczucie. Upojona pieczeniem i przyjemnością czekam na kolejne zetknięcie się jego dłoni z moją skórą. Gdy robił to pasem, bolało bardziej. Więc tak lepiej. Zgodnie z moimi niemymi prośbami, uderza ręką w mój tylek. Potem znów. I znów. Zaczynam ciężko oddychać.
- Mocniej - sapie czując jak blisko jestem.
Dostaję kolejny raz. Moje majtki są już takie mokre. Wszystko mięśnie spinają się a ja szczytuje z ogromną siłą. Świat na chwile zaczyna wirować. Jest mi tak dobrze.
Uspokajam się dopiero po dłuższym czasie. To było takie dobre. Siadam poprawiając się. Właśnie dojeżdżamy. Ochrona jest, więc Niall także. Przełykam ciężko ślinę doprowadzając się do porządku.
- O której masz zamiar przyjść? - pyta Louis, zapinając koszulę.
- Wiesz że jestem uzależniona od Nialla. - mówię cicho gdy wychodzimy z auta.
Kiwa głową podążając za mną. Spotykam męża w salonie. Bez koszulki ogląda mecz, a Ella przynosi mu butelkę piwa.
- Nie masz nóg? - staję przed blondynem zakładając ręce na piersi.
- Ona ma bardzo ładne - uśmiecha się, biorąc butelkę. - Jak obiadokolacja?
- Dobrze. Widzę że nie specjalnie przeszkadza ci że nie mogłeś tam być.
- Dopiero wróciłem - wyjaśnia. - Odstresowuję się po egzaminie.
~Louis~ 
Wchodzę do biura, gdzie czeka Martin i reszta. Sam włącza komputer. George dalej jest w szpitalu, ale stan jest poprawny. Dam mu premie. I urlop. Korzystam z tego, że Laillen spędza czas ze swoim mężem. Siadam na krześle, czekając.
- Jedno jest pewne. Wczoraj w barze, kiedy "zgubiłem" pana Nialla, rozmawiał on z tą kobietą - Martin podsuwa mi zdjęcia. - Nie zna jej. Po prostu do niego podeszła. Panie Tomlinson czy pan ją zna?
Poprawiam się zdenerwowany i kiwam głową.
- Musimy określić jej dane. Potem wezwiemy policję. Chodzi o to auto i zaatakowanie. To może mieć związek. Kto to jest? - pyta, uważnie na mnie patrząc.
- Moja była... znajoma. Sarah Parker.
- Sam - kiwa na niego głową, a ten wpisuje cos w komputer. Czuję się jak na przesłuchaniu.
- Panowie to zwykła kobieta - odzywam się.
- Być może - zgadza się ze mną. - Jedynie to sprawdzimy. Po to tu pracujemy. Czy ochrona dla pani Tomlinson dalej pozostaje wzmocniona?
- Jak najbardziej - kiwam głową patrząc na zegarek na moim nadgarstku. Trzeba się zbierać.
~Laillen~ 
Jestem naga i związana. Ledwie dotykam palcami podłogi. Ręce mam związane i przymocowane linkami do haków przy ścianie. Ta pozycja zdecydowanie nie jest wygodna. Ramiona zaczynają cierpnąć od mojego ciężaru. Louis przygląda mi się będąc w samych dresach i przyciskiem automatycznie obniża belkę. Stoję stabilniej na pół stopie.
Biorę głębszy oddech mając taką możliwość. Kompletnie nie wiem co teraz zrobi i to powoduje u mnie strach. Tu jest tyle rzeczy do dyspozycji. Może użyć wszystkiego. On wybiera pejcz.
Moje oczy robią się wielkie, a w gardle zasycha. Będzie.. Przecież to będą tortury.
- Nie patrz tak, jakbyś miała tu zaraz zemdleć Laillen - mówi chłodno. - To co trzymam jest miękkie. Owszem, poczujesz ból, ale chyba już zdążyłaś zauważyć, że ból może być przyjemny.
Jest taki bezuczuciowy. Zero współczucia lub wyrozumienia. Mówił o tym, wspominał, a ja na wszystko się zgodziłam. Dlatego teraz tu jestem. Zamykam oczy, gdy wiem, że uderzy. Nie. Najpierw przesuwa pejczem po moim brzuchu. Denerwuje się i czekam, a ból ciągle nie przychodzi.
Czuję uderzenie między udami. Nie mam już w sobie kulek. Zagryzam wargę jeszcze mocniej zaciskając powieki. Po moim ciele przechodzi dreszcz
Nie wiem jak to nazwać. Bólem czy przyjemnością? Moje usta opuszcza ciche westchnienie pomieszane z prośbą.
- Louis..
- Słucham - odpowiada uderzając w piersi.
Odrzucam głowę do tyłu przyjmując kolejną dawkę tego odurzającego uczucia. Nie liczę ile ich jest. Napięta czekam na każde kolejne. W końcu padam na kolana. Jestem odpięta od ściany. Louis wplątuje palce w moje włosy i prowadzi w stronę łóżka. Ręką pokazuje że mam na nie wejść co od razu robię. On w tym czasie wyciąga z szafki cztery pary kajdanek i aż za dobrze wiem co teraz zrobi. Dosłownie dwie minuty później każda moja kończyna jest unieruchomiona przy rogu łóżka.
- Otwórz usta - mówi, przesuwając się do mnie.
Patrzę na niego i powoli rozchylam wargi.
Moje nawiedzone płuca, duch w pościeli
Wiem, że jeśli cię przejrzałam, musisz mnie nawiedzać
Mój grzeszny język, gdzie się znajdzie?
Nie robi tego, co przeszło mi przez myśl. Owszem, w bokserkach siedzi na moim brzuchu, lecz nie przygniata mnie. Wyciąga rękę do stolika obok i bierze przygotowany wcześniej...wibrator. Trochę podobny do prawdziwej męskości. Nawet bardziej niż trochę. Wsuwa go do moich ust, a ja badam językiem wibrator, tak jak wcześniej kulki. Wiem, że ten przedmiot zaraz będzie we mnie. Znów sprawi mi przyjemność. Nie mogę się ruszyć, co jest okropne, gdy Louis zaczyna składać pocałunki na mojej szyi. Wiercę się czując tyle różnych emocji na raz. Metal wbija się w moje kostki i nadgarstki, przy każdym ruchu. Niecierpliwie się coraz bardziej i bardziej.
Lou wyjmuje przedmiot z moich ust, po czym daje mi krótkiego całusa. Och...A ja chciałam więcej. Wibrator wbija się w moje wnętrze i zaczyna pracować, pobudzając, każdą komórkę.
Mój oddech przyspiesza a ciało napina się. To takie cudowne.
- Wolisz to ode mnie? - pyta ostro, łapiąc mój podbródek.
- Nie nigdy - odpowiadam od razu.
Pochyla się i pociąga zębami za moją dolną wargę.
- Chce ciebie - skomlę.
- Jak bardzo chcesz mieć mnie w sobie? - przesuwa ustami po mojej żuchwie.
- Bardzo..
Kręci z dezaprobatom głową. Wyjmuje ze mnie wibrator i rzuca go daleko. Rozpłakałabym się gdyby nie nadzieja że zaraz Louis we mnie wejdzie.  Potrzebuję go. Całego. Może to złe, ale ja nie umiem inaczej.
- Błagam - poruszam biodrami maksymalnie jak tylko mogę.
- Och mała - jęczy, przesuwając rękoma po moich udach.
Czuje każde zetknięcie mojej skóry z jego. Ten prąd który mnie wtedy przechodzi. Zamykam oczy i czekam. Próbuję cierpliwie. Niech już nas połączy...A gdy to robi, jesteśmy jednością. Nie trzeba mi dużo. Kilka mocnych ruchów i czuję ogromne spełnienie. Fala przyjemności za falą. Louis też dochodzi, z moim imieniem na ustach. Opadam bez sił nie mając siły nawet otworzyć oczu. Jestem odpięta. Uwolniona. Spełniona. Zmęczona i utulona do snu w ramionach Louisa.
***
Skomentujcie proszę.

20 komentarzy:

  1. Rewelacyjny, już nie mogę doczekać się następnego :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Świetny rozdział !
    Wizyta u... dziadków(?) nie była taka zła jak mi się wydawało :P
    Nie mogę doczekać się kolejnego :)
    Pozdrawiam - @zosia_official

    OdpowiedzUsuń
  3. Czy tylko mi się wydaje,że Niall i Ella..''mruga brewką'' ?

    OdpowiedzUsuń
  4. To tak. Niall ma romans. To jest pewne. Może nie powinnam ale... jeśli Niall ma romans i Laillen ma romans to może Niall będzie chciał rozwodu? A Laillen wspaniałomyślnie się zgodzi i wszyscy będą szczęśliwi. No przynajmniej Louis, Laillen.
    I będzie HAPPY END

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tez mi się tak wydaje i mam nadzieje ze to będzie prawda :)
      Chce już ich rozwodu :)
      Dobrze ze Harry przyszedł ja przeprosić :D
      A co do Nialla, to coraz dziwniej Si e zachowuje ,Lail nie powinna przypadkiem się czegoś domyślać? XX
      Życze weny i do następnego :*
      Pozdrawiam <3

      Usuń
  5. Niall musi mieć romans-wszystko na to wskazuje. I pragnę aby go miał, wtedy rozwód odbyłby się bez winy i byłby happy end <3
    ~Paula~

    OdpowiedzUsuń
  6. OMG to jest genialne ♥
    Już nie mogę doczekać się kolejnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  7. Jeju ten blog jest znakomity! Zakochałam się w nim. Niecierpliwie czekam na następną notkę :)
    //~Werczi

    OdpowiedzUsuń
  8. Świetny rozdział. Czekam na next. Pozdr ;-)

    OdpowiedzUsuń
  9. OMG Extra :* Czekam na next i zapraszam do mnie -> http://whereyoubelongimaginy.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  10. Cuuudo*-* jeju ta wizyta u rodzicow byla taka fajna i wgl szkoda ze jej Harry dowalil ale za to przeprosil wiec jest oki,dziwi mnie ze Niall sie tak dziwnie zachowuje no ale za to o nia Lou dba i mi sie to podoba,czekam na nastepny :* @nxd69

    OdpowiedzUsuń