piątek, 15 maja 2015

|018| Crazy in love.


Pani doktor przejeżdża urządzeniem po lekko wypukłym brzuchu. W skupieniu patrzy w ekran. Mało widzę szczerze mówiąc. Czekam, aż ona coś powie, podkładając rękę pod głowę. Louis miał się zaraz pojawić. Był w delegacji w Tokio. Był tam od tygodnia, ale miał przylecieć. Jednak najwyraźniej nie zdąży. Będą inne wizyty - pocieszam się.
Trudno. Chciał, a to się liczy. To, że go nie będzie nie daje mi wątpliwości, że nie jesteśmy dla niego ważni. Okazuje to na okrągło. Nawet teraz, gdy sytuacja jest opanowana, nie mogę wyjść bez ochroniarza. Albo Luke albo Sam są przy mnie.
Kobieta w średnim wieku posyła mi uśmiech. Czyli wszystko dobrze? Chyba tak. Nie chcę, żeby maluszkowi coś groziło.
- Na kolejnej wizycie będzie można usłyszeć bicie serduszka. A teraz niech pani spojrzy w ekran, pani Tomlinson. To pani dziecko - mówi doktor, pokazując palcem odpowiedzi punkt.
Mrużę oczy, aby dokładniej zobaczyć co ma na myśli.
- Ta kropka? - pytam.
- No już dosyć spora. Prawie trzeci..- przerywa jej otworzenie drzwi i zdyszany Louis. W lekko pogniecionym garniturze. - Spóźnienie, ale zawsze dobrze, że pan dotarł. Zapraszamy.
Uśmiecham się szeroko, gdy siada obok mnie i łapie za rękę. Splata nasze palce, całując mnie w czoło. Kobieta jeszcze raz pokazuje nam kropkę.
- Nasze dziecko.. - mówię szczęśliwa.
- Nasze - powtarza delikatnie ściskając moją dłoń. - Pani doktor ona ma odpoczywać, ale czy może...
Kobieta przenosi na nas wzrok i uśmiecha się.
- Oczywiście panie Tomlinson. To wręcz wskazane. - wraca do dokumentów.
Louis poprawia się na krześle i całuje mnie w usta. A taki bezpośredni jest przeważnie.
Kobieta daje nam zdjęcia usg i przypisuje mi jakieś witaminy.
Podnoszę się, poprawiając bluzkę. Mężczyzna pomaga mi założyć płaszcz. Zabieramy receptę.
- Do widzenia - żegnamy się i opuszczamy gabinet.
Na korytarzu wiernie czeka Sam.
Macham mu z uśmiechem i wychodzę przepuszczona w drzwiach. Lou chowa recepty do kieszeni marynarki i patrzy na mnie.
- Sam cię zabierze, ja mam rozprawę. - mówi.
- Nie mogę iść z tobą?
- Zanudzisz się. Chcę to załatwić. Sarah i jej kolega pójdą siedzieć.
- Ale ja cie tydzień nie widziałam. - robię smutną minę.
Przyciąga mnie do siebie. Stoimy przed kliniką, patrząc sobie w oczy. Uśmiecha się do mnie.
Dobrze wiesz co myślałam, że wiem
To bicie mego serca przyśpiesza, gdy jestem z Tobą.
- Narzeka pani, pani Tomlinson? - mruczy, całując mnie.
- Stęskniłam się - wzruszam ramionami.
- Ja też. Ale muszę to załatwić. A ciebie zabiorę na kolację.
- W porządku - jeszcze raz krótko go całuje.
Puszcza mnie i zbiega po schodach do samochodu, w którym czeka Martin. Sam odprowadza mnie do naszego auta. Gdy jedziemy wyciągam telefon i dzwonie do Gio. Jej życie również się uspokoiło. Pogodziła się z Zaynem, a ten wie, że trzeba traktować ją jak księżniczkę. Dziewczynie został jeszcze miesiąc do porodu.
- Cześć - słyszę jęk w słuchawce. - Nienawidzę schodów. Dlaczego tu nie ma windy? - żali się.
- Gdzie? - chichocze pod nosem.
- W naszej kamienicy. O matko... Dobrze, dotarłam na szczyt. Jak wizyta? - pyta.
- Wszystko jest w porządku. Louis przyjechał - mówię podekscytowana.
Śmieje się ze mnie i chyba przekłada telefon do drugiej ręki.
- To przywitaj go dobrze.
- Teraz jest w sądzie
- Po co? Myślałam, że to ty masz rozwód przed sobą. - wzdycha. - Kocham ten fotel.
- Ja wiem Gio, ale skup się.
- Mów jasno i przejrzyście - burczy.
- Chciałam zapytać jak się czujesz.
- Bardzo dobrze. Jak na razie - śmieje się. - Ale mam cudne ubranka, wiesz? One są takie maluśkie. Ale to będzie bad baby.
- Może lepiej nie..
- Cicho! To mój chłopiec. Jak będziesz mieć dziewczynkę to ewentualnie możemy ich sparować.
- Na razie niech się urodzą.
- Dobra, teraz tak poważnie. Niall przyszedł pożyczyć pieniądze.
- Daliście mu? - zagryzam wargę.
Po co Niallowi znowu pieniądze? Louis zablokował mu konto, ale tylko z niepokoju. Na razie mieszkamy razem, lecz mijamy się szerokim łukiem. Martwi mnie jego zachowanie. W coś się wpakował.
- Nie, bo Zayn, wie po co mu są - wyjaśnia.
- Po co? - pytam od razu.
- Niall zaczął grać. To znaczy Ella go w to wciągnęła, bo sama nie miała pieniędzy, wiec chodziła do kasyna.
- Przecież to go zniszczy.
Wzdycha głośno, jakby chciała mi powiedzieć "to już go zniszczyło". Teraz wszystko stało się jasne.
- Muszę z nim porozmawiać - mówię bardziej do siebie.
Giovanna żegna się ze mną. Może jest jeszcze szansa, aby go wyciągnąć. Terapia? Na pewno ktoś mu pomoże. Czemu ta dziewczyna...ugh. Myślałam, że jest odpowiedzialna. Inna. Ale jak człowiek jest uzależniony, to czy myśli? Ciekawe czy Louis już wie. I jeśli tak to co zamierza z tym zrobić. Biorę głęboki oddech i kładę rękę na brzuchu. Nie mogę się denerwować.  W domu pierwsze co to kieruje się do kuchni. Mogłabym teraz tylko jeść. Ciągle i ciągle.
Moje dziecko jest wymagające. A to dopiero początek. Robię spaghetti widząc na stole rozłożone plany. Marszczę brwi i ciekawa biorę papiery do ręki dokładnie oglądając.
To jest projekt domu. Dokładnie. Rozłożysty plan.
Wydaje się ładny i bardzo obszerny. Ktoś musiał długo nad tym pracować. Ale co się dziwić? Louis na pewno płaci dużo i wymaga. Zdecydowanie mogłabym tam zamieszkać. Byłoby wspaniale. Nasza trójka. Jeszcze trochę. Jeśli to budowa, to potrwa. Poczekam. Odkładam plany i mieszam sos w garnku. Potem sprawdzam makaron i gdy wszystko jest gotowe nadchodzi moja ulubiona część. Jedzenie. Siadam przy stole. Jeju, ale dobre. Od razu zapełniam brzuch. Dobrze, że zrobiłam jeszcze ciepłą herbatę. Nie spieszę się bo nie mam takiej potrzeby. Ella dalej tu mieszka, bo oficjalnie jest z Niallem. Mi nie przeszkadzają. Wspominałam już, że się mijamy. On studiuje, ona pracuje teraz jako sekretarka w firmie Greena, który współpracuje z Louisem. Zdała kurs i może. A ja siedzę w domu, odpoczywam, robię zakupy, które nosi za mną Sam albo Luke. Mogę poleniuchować.
- Witaj - Louis wchodzi do kuchni, ściągając marynarkę i od razu koszulę. Całuje mnie w czoło. Podchodzi do blatu i bierze sok.
- Jak poszło? - pytam z pełną buzią.
- A jak mogło? - rozkłada ręce,a za chwilę bierze łyk. - Wygraliśmy. Nie wracajmy do tego. - pochyla się nade mną, całując we włosy. - Podziel się - otwiera usta.
- Nie - wkładam sobie do ust kolejną porcję.
- Chcę syna - mówi, kiwając głową.
Całuje mnie w szyję. Śmieję się i tym razem go karmię. Mówi niewyraźnie, że pyszne, a potem się odsuwa. Siada obok, zbierając plany. Nie odzywam się. Opieram głowę na ręce i patrzę na niego uważnie. Stęskniłam się przez tydzień. To dużo. Przywykłam, że jest ciągle przy mnie. Prócz ośmiu godzin w pracy.
- Podobają ci się? - pyta, przeczesując palcami włosy. No tak. Nawyk.
- Tak. Wyglądasz na prawdę dobrze.
- Pytałem o plany - patrzy na mnie zdziwiony.
Wybucham śmiechem ciesząc się że nic nie miałam w buzi. Louis gromi mnie wzrokiem, obrażony. Pochylam się nad stołem i go całuje.
Oddaje pocałunek, a potem uśmiecha się znacząco. Wyciąga rękę i pociąga za dekolt mojej białej bluzki.
- Dostałem zgodę od pani doktor - to on potrzebuje zgody?
- A moja się liczy? - podnoszę brew.
- A chcesz coś negować? - przesuwa palcami po wykończeniu miseczki stanika.
- Nie, nie mam takiego zamiaru..
- Więc gdzie mam cię wziąć?
- Nie w kuchni - wstaję i łapię go za rękę.
Podnosi się, podążając za mną. W salonie, pociąga mnie do tyłu. Mój tyłek napiera na jego biodra, a on całuje mój kark.
- Louis nie tutaj.. - mrucze.
- Wiem, że nie tutaj - odpowiada.
Wywracam oczami i uwalniam się z jego uścisku żeby iść dalej. Przechodzimy na nasze skrzydło i wchodzimy na piętro. Dopiero teraz zaczynam czuć jak bardzo mi go brakowało. Teraz metr między nami to dla mnie za dużo. Nie pamiętam kiedy się kochaliśmy. To naprawdę było dawno. A przecież ciąża to nie choroba. Zaraz za drzwiami sypialni przywieram do niego ustami. Ciepło bijące od jego nagiego torsu jest takie przyjemne.
Do tego mocno mnie obejmuje i oddaje pocałunki. Popycha mnie w stronę łóżka. Opadam na nie plecami nie mając już na sobie spodni. Czuję ekscytacje w całym ciele. Mój oddech znacznie przyśpiesza. Louis rozsuwa moje nogi i składa krótkie pocałunki na udach. Uśmiecham się pod nosem zamykając oczy. Odsuwa palcem materiał mojej bielizny i po chwili ją zsuwa. Podsuwam się do góry i ciągne mężczyznę na siebie rozpinając mu spodnie.
- Cały tydzień to za dużo - dyszy, pomagając mi.
- Tak... o siedem dni - całuje jego klatkę.
- A na pewno nic się nie stanie maleństwu? - podsuwa moją bluzkę i ściąga ją.
- Jest bezpieczne - zapewniam go.
- Dobrze, moja piękna...prawie żono - zostawia mnie nagą.
Ja również pozbywam go reszty ubrań i po chwili się kochamy.
~~~~~*~~~~~
Przybywamy z ostatnim rozdziałem! Czeka nas jeszcze epilog. 

16 komentarzy:

  1. Cudowny zajebiście piszesz jesteś świetna pozdrawia Vicky

    OdpowiedzUsuń
  2. Taki już serio ostatni? Rozdział jak zwykle cudowny, tylko mi smutno, że to już koniec :'(

    OdpowiedzUsuń
  3. jak to ostatni rozdział o nie nie nieeee piszcie dalej plooooose

    OdpowiedzUsuń
  4. Co ?? Nie to nie moze być koniec. To jest zbyt genialne.
    Świetny rozdział ♥

    OdpowiedzUsuń
  5. Tylko nie koniec... Prosze....

    OdpowiedzUsuń
  6. Dlaczego tak szybko koniec??? Rozdział oczywiście świetny. No to co, pozostaje czekać na epilog. Pozdr ;-)

    OdpowiedzUsuń
  7. super rozdział :)
    Mam nadzieje ze wszystko będzie dobrze,a Lou wymyśli coś aby pomoc Niallowi :)
    Dlaczego to już koniec? Nie będę mogła się pożegnać z tym fanfiction :/
    A będzie częśc druga? Proszę :**
    Życze weny i do epilogu :*

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowny! <3
    Koniec? :(
    Czekam na epilog! <3 Kocham! <3

    OdpowiedzUsuń
  9. Cudowny rozdział !
    Nie mogę uwierzyć że to już ostatni :(
    Będzie mi się trudno rozstać z tym opowiadaniem...
    No cóż, do epilogu! ~ @zosia_official

    OdpowiedzUsuń
  10. Awwww kocham too swietny rozdzial *-* po prostu cudownie az nie moge w to uwierzyc ze ma byc tego koniec ;c tak bedzie mi tego brakowac,prosze niech bedzie druga czesc :* @nxd69

    OdpowiedzUsuń
  11. Niech ta Ella spada!

    OdpowiedzUsuń